poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Niszczymy książki?

Dzień dobry,
Dzisiaj o książkach, ale tak nie do końca. Pewnie każdy z nas kojarzy książki typu "zniszcz ten dziennik". Książki, które namawiają człowieka do niszczenia samych siebie. Znacie zasadę, otwieracie na stronie i robicie zadanie np. wytrzyj mną buzię po obiedzie, narysuj coś, włóż kawałek obiadu itp.
Są przeróżne rodzaje tych książek, zacznijmy od tych typowo niszczycielskich jak zaprezentowany na zdjęciu zniszcz ten dziennik, są również takie, które mają za zadanie uczyć dzieci podstaw pisowni, czytania czy też matematyki.
Jak może niektórzy z was kojarzą, pracowałam kiedyś w księgarni i widziałam jaki był popyt na takie książki. Przychodziły mamy z dziećmi i kupowali 'kolejne' części tych książek. Dzieciaczki zachwycone tym faktem zaprzyjaźniały się z książką.

Pewnego dnia jak ponownie zobaczyłam jednego klienta w sklepie z dwójką dzieci, gdzie jedno poszło po kolejną książkę typu 'zniszcz', a starsze poszło po książki z działu 6-12, wiecie takie z tekstem, ale i kilkoma obrazkami. Tak od słowa do słowa dowiedziałam się, że starszy chłopak też zaczynał od książek typu 'zniszcz', później zaczęły się komiksy i książki z dużą ilością obrazków, a kolejny etap to były książki, po jakie obecnie sięga. Zaczynając od książek typu zniszcz (oczywiście nie licząc czytania dzieciom na dobranoc itp.) dzieci zaczęły kojarzyć książkę, jako przedmiot służący do zabawy. Jest to bardzo fajne narzędzie do zaprzyjaźnienia dzieci z książkami.
Niektórzy  jednak uważają książki w tym stylu za drogie brudnopisy, ja mój kupiłam lata temu na promocji, chciałam zobaczyć o co tyle szumu? Wiecie co? Nie wiem. Nie widzę w niej sensu, ale to może po prostu dlatego, że jestem za stara. Dzieciom chyba kupię, może zadziała ;).


15 komentarzy:

  1. Jakoś nie ciągnie mnie do wszelkiego rodzaju książek/notatników/zeszytów i innych z cyklu "Zniszcz ten ..."
    Jednakże jak tobie się podoba to się cieszę.

    Pozdrawiam
    https://ksiazki-czytamy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie kupuje tego fenomenu. Jaki sens jest w kupowaniu "ksiażki" za 35zł tylko po to, by ją potargać i zniszczyć? No nie, nie, nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo wszystko nie rozumiem fascynacji takimi książkami, mnie nie przekonują, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dostałam pod choinkę kilka lat temu "Zniszcz ten dziennik" teraz już nic z nim nie robię, ale wtedy miałam radochę. Teraz leży sobie na półce i się kurzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio kupiłam coś podobnego dla rodziców. I jakoś nie mam weny do jej zapełnienia. Może zmobilizuje się do tego

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na takie książki patrzę jak na kolorowanki ;) a po drugie ksiażka to tylko książka nie czcze jej. Szanuje ale wszystko ma swoje granice ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie kupuje tego fenomenu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupiłam, ale jej nie używałam. Dałam chrześnicy i była zachwycona:D Nie wiem jaki jest fenomen, ale dzieci to lubią ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. W życiu nie uczyłabym dzieci "czytać" przez niszczenie. Ta książka nie jest dla dzieci do zabawy, tylko do odstresowania się, wyżycia. Teoretycznie.
    Teoretycznie, bo swoją dostałam na 18-stkę od kolegi, ale nie pykło trochę, bo zamiast się odstresować, czuję się jeszcze gorzej. Jak potwór. Książki to małe dzieła sztuki, a nie plac do demolki.

    OdpowiedzUsuń
  10. A mi się te książki nie podobają 🙈 Jak siostra musiała pluć na strony, bo tak tam było napisane, to od razu chciałem to wyrzucić w cholerę 😂🙈

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie to byłyby tortury, a nie przyjemność niszczyć książkę ;)
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam tę książkę, ale jakoś szał mi na nią minął po paru zadaniach :|

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja sama nie mam i raczej nie chce mieć, ale moja siostra też zaczynała od tego, a teraz coraz częściej sięga po normalne książki :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak "Zniszcz ten dziennik" pojawił się na rynku, to byłam już za stara na ten "szał", jednak moja siostra ma i świetnie się przy nim bawi.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pierwszy raz słyszę o czymś takim.

    OdpowiedzUsuń