środa, 11 kwietnia 2018

Intruz

Dzień dobry,
Dzisiaj będzie troszkę sentymentalnie. Opowiem wam o książce, która była moją pierwszą kupioną za swoje pieniążki dla własnych potrzeb, w sensie, że nie była to lektura wydawnictwa Greg. Jakoś przez wiele lat byłam stałym bywalcem bibliotek, aż pewnego dnia stwierdziłam, że zamiast płacić miliony monet za oddawanie książek po terminie, bo przecież biblioteka, którą mijałam codziennie po szkole była mi nie po drodze, to lepiej już kupić książkę i mieć dla niej więcej czasu niż miesiąc. Tak zaczęło się moje uzależnienie. Dzisiaj o książce o tytule "Intruz" autorstwa Stephenie Meyer.
Tytuł: Intruz
Tytuł oryginalny: The host
Autor: Stephenie Meyer
Liczba stron: 560
Rok wydania: 2008
Oprawa: miękka
Wydawnictwo Dolnośląskie


Pewnie autorka jest wam znana dzięki sadze 'Zmierzch", wiecie świecące w słońcu jak diamenty wampiry. Tutaj jednak autorka pokazała, że jak chce to potrafi bardzo dobrze przedstawić i zbudować istoty nieludzki, ale może wykreowanie postaci z innej planety jest łatwiejsze niż praca na tych, które już doskonale znamy?
Zacznijmy jak zawsze od okładki i chwała wszystkim, że zostawili tą oryginalną. Zmienili w sumie czcionkę, ale do tego nic nie mam, obie wersje mi się podobają tak samo. Jedyne moje "ale' to zwrócenie uwagi na to, że Stephenie Meyer jest autorką "Zmierzchu".

W tym wpisie porównam książkę również do filmu, który moim zdaniem był wyjątkowo słaby. Byłam na nim w kinie, jeszcze w 2013 roku. Zwrócę również uwagę, że wtedy nie oceniałam filmu jako oddzielnego dzieła, a jako adaptację, tak należałam do grona "książka była lepsza", "w książce było inaczej". Więc moja ocena będzie jednak troszkę spaczona tą sytuacją. Nie powiem wam na ile, ponieważ nie mam ochoty odświeżać sobie filmu, mam dość nieprzyjemne skojarzenia z nim. Wszystko głównie przez to, że film zmienił dość mocno gatunek "literacki" dzieła.

Może kojarzycie książkę, może tak jak ja daliście jej szansę bo "Zmierzchu"? Może wasza przygoda z autorką w ogóle zaczęła się od "intruza"? Moja osobiście się na nim skończyła, nie dlatego, że mi się nie podobał czy coś, bo bardzo, ale jakoś nie wiem, czy autorka nadal coś wydaje. Zrobiło się jakoś tak cicho.

"Intruz" należy do gatunku fantastyki, science-fiction, posiada również bardzo fajny wątek miłosny, który jest drugoplanowy i tylko nadaje tego 'smaczku' książce. Bardzo fajny ruch ze strony autorki, ponieważ w tym momencie książka jest skierowana nie tylko do dziewczyn, ale i do chłopaków ;). Tutaj powstaje moje największe zażalenie co do filmu, już pominę ogromne braku fabularne, w sensie te bardzo ważne informacje dla fabuły przez co film nie dla wszystkich był w pełni zrozumiały (koleżance tłumaczyłam kilka spraw, więc.. no), ale film był romansidłem dla nastolatek z sci-fi gdzieś daleko w tle! To boli.

Podobał mi się wątek miłosny, w ciało Melanie została wczepiona dusza imieniem Wagabunda, czy też po prostu Wanda. Melanie kocha Jareda, a Wanda zakochuje się w Ianie (o ile dobrze pamiętam!). Wszystko wygląda niby jak trójkąt, ale w sumie są to dwie pary, z czego kobieta jest dosłownie wewnętrznie rozdarta. Bardzo fajnie poprowadzono ten wątek, jeszcze raz zaznaczę, że w TLE!

Co mi się jeszcze podobało oprócz ogólnej fabuły, o której za chwilę? Dusze. Jako istoty niosące pokój będąc jednocześnie czymś w rodzaju pasożytów. Przejmują ciała mieszkańców kolejnych planet, tak by wszyscy żyli w pokoju bez kłótni, wojen, bólu, chorób. Mają lekarstwo na wszystko i rozwiążą każdy problem.

Ok, to może coś o fabule? Ogólnie chodzi o to, że na ziemię przybywają dusze i zaczynają przejmować ludzkie ciała, żeby zaprowadzić pełny pokój na ziemi. Ludzi, w których zostały wczepione dusze można rozpoznać po srebrnym okręgu wokół źrenicy. Oczywiście jak to bywa podczas inwazji musi się znaleźć grupa ostatnich nieprzejętych ludzi, którzy chcą odwrócić proces inwazji i wygnać dusze w kosmos. Dzieje się tutaj bardzo dużo, poznajemy historię dusz, sposób w jaki działają i wiele innych rzeczy.

W tej książce muszę przyznać, autorka pokazała na co ją stać. ponad 500 stron, a ja to przeczytałam w 24h! W szkole, w pociągu, w domu, w nocy. Dziękuję budzik dzwoni czas wstawać ;).



13 komentarzy:

  1. Dwukrotnie podchodziłam do tej książki i guzik...

    OdpowiedzUsuń
  2. Intruza znam z jego ekranizacji, mimo iż wiedziałem, że film powstał na podstawie książki i nawet chciałem ją przeczytać ale zawsze pojawiała się inna książka zamiast niej. Muszę w końcu wrzucić ją na czytnik i kiedyś poznać.

    Pozdrawiam
    https://ksiazki-czytamy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Intruza, przeczytałam go 2 razy, raz przed obejrzeniem filmu, a drugi raz po, również szczerze polecam, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba z trzy razy zaczynałam i ani razu nie skończyłam. Nie wciągła mnie i jakoś mi nie leżała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tego co pamiętam "intruza" nie czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam, ale film bardzo mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też mam ogromny sentyment do tej historii, ale ja również lubie film.

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju "Intruz" :) sentymentalnie, rzeczywiście... Ale ja też ją pochłonęłam bardzo szybko! :) Aż mam ochotę do niej wrócić <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam, ale film był całkiem ok. Och przypomniały mi się czasy Zmierzchu :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam Zmierzch i dla mnie on nie był najgorszy. A po Intruza jeszcze nie miałam okazji sięgnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja do autorki nic nie mam. Przez przypadek dostalam ksiażkę "Zmierzch" i nie wiedząc o czym jest < nie była tak znana jeszcze > wciągnęło mnie i to bardzo. Można śmiać się z tych świecących wampirów, ale jednak WTEDY miało to, to coś.
    Co do Intruza nie czytałam i sama nie wiem, czy to dobra książka dla mnie. Mam małe lęki..

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, czytałam Intruza wiele lat temu :D chętnie bym sobie przypomniała tę historię :D

    OdpowiedzUsuń
  13. "Zmierzch" swoim czasem uwielbiałam... Teraz raczej by mi się nie spodobał, ale mam do niego ogromny sentment!

    OdpowiedzUsuń