środa, 21 lutego 2018

Największe grubasy w mojej biblioteczce! Post miesiąca ŚBK

Witajcie!
Dzisiaj mam dla was kolejny post z serii Śląskich Blogerów Książkowych. W tym miesiącu opowiemy wam o grubaskach z naszych zbiorów. Jak może niektórzy z was wiedzą, nie jestem fanką grubasków. Powody tego są różne, są niewygodne, ciężkie i często mam wrażenie, że mi się dłużą. Jednak nie o tym dlaczego ich nie lubię, a jakie posiadam! Dla mnie idealna książka ma około 350 stron. Więc za grubaska uważam książki od 500. Więc co? Zaczynamy?



Chyba największym i najbardziej imponującym grubaskiem jest zbiorcze wydanie Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa jedyne 1119 stron wspaniałych dzieł sir Arthura Conan Doyle'a. Jest to tak wielkie tomisko, że mam wszystkie książki o jego przygodach w mniejszych wydaniach, każda oddzielnie. Jest to dużo wygodniejsze do czytania i o wiele bardziej mobilne. Wyobrażacie sobie to tomisko w torebce? Nie zmienia to faktu, że wygląda bosko!


Później kolejna w twardej oprawie książka to Amerykańscy Bogowie Neila Gaimana w tym cudownym czarnym wydaniu z żółtymi napisami! Powiem wam, że jak zobaczyłam Gwiezdny pył w tym wydaniu to nie byłam w stanie przeczytać tytułu! Teraz to już bez problemu. O tej książce się jeszcze nie wypowiem, gdyż czeka na mojej półce wstydu! Chociaż raczej była kupiona dla mojego chłopaka!

Ostatnim grubaskiem w twardej oprawie to książka kupiona pod wpływem impulsu. Zaczęłam ją czytać, ale w tamtym okresie mojego życia potrzebowałam bardzo mobilnej książki, a to był jednak grubasek! Mowa oczywiście o 678 stronach przygód Trzech muszkieterów autorstwa Aleksandra Dumasa. Piękne wydanie z okazji pięćdziesięciolecia wydawnictwa Znak.

Tyle z twardych grubasków. Teraz opowiem wam o tych miękko wydanych!

Na pierwszy rzut powiem wam, że ta książka jest moją pierwszą książką kupioną za swoje pieniążki! Ona zaczęła budować moją biblioteczkę. Moja tutaj o książce Stephenie Meyer Intruz. 555 stron ciekawej przygody na opanowanej przez dusze ziemi. Chcielibyście abym wypowiedziała się o niej troszkę dokładniej? I może porównała do filmu?

Następną z pozycji jakie wam pokażę jest czwarty tom przygód o Harrym Potterze. Harry Potter i Czara Ognia w tym nowym wydaniu i miękkiej oprawie (nie przepadam za twardymi). W tym wydaniu książka posiada 760 stron i powiem bez bicia, że nieziemsko mi się dłużyła! Miałam wrażenie, że autorka na siłę przeciągała niektóre etapy powieści! Niebawem kupię Zakon Feniksa i przeczytam!

Znacie serię  Obcej autorstwa Diany Gabaldon? To są dopiero grubaski! Każdy kolejny tom jest coraz większy i większy! Aż się boję. Pierwszy tom jest najcieńszy, a i tak ma 700 stron! O Obcej samej w sobie już się wypowiadałam o tutaj. Drugim tomem jest Uwięziona w bursztynie i tutaj mamy do czynienia z tomiskiem na 838 stron!

To tyle z moich grubasków. Wiem, że nie jest ich specjalnie dużo, ale jak wspomniałam, nie przepadam za nimi, a w dodatku niedawno sprzedałam sporą część mojej kolekcji.

15 komentarzy:

  1. Świetny post, sama nie zastanawiałam się ile mam takich książek :D Do Intruza również mam sentyment bo była to jedna z pierwszych książek na mojej półce ;)

    Pozdrawiam ciepło,
    https://mieszkajaca-miedzy-literami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam większość tych książek u siebie. Sherlock jest ogromny :D to dopiero grubas. "Intruz" też imponujący. Mam inne wydanie "Trzech muszkieterów" :) ale równie grube :D

    Pozdrawiam,
    Ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja najgrubsza książka to chyba Dracula, Strokera w wersji ze słownikiem. 800stron z groszem. Ale zaraz po niej ląduje Millenium w odwróconej kolejnosci - tom 3, 2 i 1. Trzeci ma prawie 800 stron, a najcieńszy z 650+/- stronami jest pierwszy. Dużo mam książek koło 400 stron, dla mnie to takie średniaki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój największy grubasek to "To" Kinga.

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja mam kilka takich grubasków, ale jeszcze nie wszystkie przeczytane :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny post. Sam mam kilka większych objętościowo książek ale tak naprawdę to nie zwracam uwagi na ten aspekt.

    Pozdrawiam
    https://ksiazki-czytamy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie największe książki to Mały przyjaciel i Trzej muszkieterowie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój największy grubas to chyba "Małe życie", i też zaległ na półce wstydu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam to wielgachne wydanie Sherlocka, takie grubaski to ja lubię ^^
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam Sherlocka, ba, nawet przeczytałam całego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Żadnej z wymienionych nie mam, ale większość czytałam :p

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja najgrubsza książka to "Przejście", ponad 800 stron pisanych maczkiem, ale postapokaliptyczna wizja i wampiry wciągnęły mnie na tyle, że pochłonęłam ją dość szybko :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Noo u mnie też by się znalazło parę grubasków :D

    OdpowiedzUsuń