środa, 10 stycznia 2018

Hachiko. Pies, który czekał.

Witajcie!

Mam dzisiaj dla was paradoks jakich mało. Zacznę niebawem (kilka linijek niżej) zachwalać książkę, która mnie zawiodła! Nie, nie jest to żadna współpraca. Zrozumiecie wszystko. Obiecuję.

Tytuł: Hachiko. Pies, który czekał.
Tytuł oryginalny: Hachiko. El perro que esperaba.
Autor: Lluís Prats
Liczba stron: 137
Rok wydania: 2017
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Zaklęty Papier

Być może historia tego psa nie jest wam obca, ale ja chciałam zagłębić się w niej na nowo. Znałam ją już z filmu. Podczas oglądania "Mój przyjaciel Hachiko" dane mi było płakać, nie raz, ale za każdym razem jak go oglądam! Dlatego jak się dowiedziałam, że Zaklęty Papier postanowił ją wydać w Polsce, to... no kupiłam ją jeszcze w przedsprzedaży!

Historia zapewne znana każdemu fanowi psów. Pewnie i kociarze ją znają i zazdroszczą psiarzom tak wiernych przyjaciół! Ha! Nie no żarcik :).

Hachiko był psem rasy akita, Hachi jednak był wyjątkowy, był całkowicie biały, w filmie nie. Kolejną z różnic jest fakt, że czas trwania tej historii w książce i  w filmie to różne okresy historyczne. Prawdziwa (ta z książki) historia tego psa trwała od 1924 do 1935 roku. Profesor w filmie wykładał coś związanego ze sztuką, natomiast prawdziwy prof. Eisaburo Ueno specjalizował się z rolnictwie (tak w skrócie), gdzie w tamtych czasach wiedza z tej dziedziny była bardzo potrzebna.

W filmie Hachi trafia przez przypadek do rodziny profesora, w książce zaś był on prezentem dla córki profesora Chizuko. Jak można się łatwo domyślić Hachi jako swojego pana obrał sobie profesora, tak samo profesor zaczął opiekować się i dbać o psa jakby był jego. Chizuko po ślubie wyprowadza się bez psa. Pies został z profesorem.

Nie powiem nic więcej na temat historii, która mieści się na kartkach tej książki bo być może ktoś z was nie zna jej. Książkę przeczytacie dosłownie w ciągu wieczora przy herbacie. Nie zapomnijcie też o paczce chusteczek! Jest ona bardzo krótka, książka co prawda ma ponad 130 stron, ale znajdziemy w niej dużo pięknych ilustracji (autorstwa Zuzanny Celej). Książka sama w sobie jest wydana przepięknie! Twarda oprawa (nie jestem ich fanką, no ale!) dodaje jej uroku. Dla tych, którzy zwracają na to uwagę, nie jest ona klejona tylko szyta.

Dużo pięknych ilustracji i duży druk. Jakby się uprzeć to pewnie zmieściłaby się na 70 stronach, ale przypomnę wam tylko, że mój ukochany Oskar i pani Róża ma ich niewiele więcej. Często nie doceniamy krótkich lektur, ale na ich kartkach może kryją się prawdziwe tajemnice.

Jak już wspomniałam kupiłam ją w przedsprzedaży, co oznacza, że oprócz pięknie (i bezpiecznie) zapakowanej książki dostałam jeszcze 3 obrazki (format pocztówki) z ilustracjami z książki. Jedna z nich zawitała na stałe na moim biurku :).

Teraz ponarzekam troszkę na to cudne wydanie. Na starcie nie widzę potrzeby, aby na środku okładki wrzucać ramkę z informacją kto wykonał ilustrację, moim zdaniem troszkę to psuje wszystko :(. Można było to wrzucić z tyłu jak już... albo gdzieś z boczku, nie na środku, domyślam się jednak, że to wymysł artystki. Jak na bardzo krótki tekst znalazłam (nie tylko ja) kilka błędów ortograficznych. Wydawnictwo jest świeżutkie no i cóż... można było się troszkę postarać bardziej przy korekcie... to tyle.

To teraz hit! Dlaczego się zawiodłam na tej cudnej lekturze?! Bo nie płakałam. Tyle. Film mnie rozbraja emocjonalnie, a podczas lektury książki gdzie spodziewałam się oceanu łez nie było nic! Tylko zeszkliły mi się oczy. Smutne.

Niemniej jednak książkę polecam każdemu!


14 komentarzy:

  1. Książki nie czytałam, ale film cudowny i bardzoo wzruszający :)

    OdpowiedzUsuń
  2. obiecałam sobie, że ją kupie w tym roku. Historię znam, a nie oglądałam nawet filmu ! Nie wiem gdzie się uchowałam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś przeczytam.

    Pozdrawiam
    http://ksiazki-czytamy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam, nie oglądałam, nie chcę płakać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na filmach o zwierzętach gdy coś im się dzieje niedobrego zawsze płaczę, książek ze zwierzętami w roli głównej nie czytałam także nie wiem jakbym zareagowała, może kiedyś sprawdzę.

    Pozdrawiam,
    Luna Fisher

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie było jeszcze razu, abym przy tym filmie nie płakała! Ale nawet nie wiedziałam, że jest książka z tą historią, muszę to przeczytać koniecznie! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam i nie mam w planach. Film może kiedyś widziałam, ale pewności nie mam i w sumie raczej już do niego nie wrócę, bo nie przepadam za takimi filmami ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Kto nie płakał na tym filmie? Jeden z największych wyciskaczy łez w histori;) Książki nie czytałam, ale jej rozmiar skłania do tego żeby poświęcić jej ktoreś popołudnie.
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie pozycja, którą powinien poznać każdy :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Często jest tak, że OBRAZ nas wzrusza a nie to co jest napisane. Ja chociaż tak mam. Częściej porycze się na filmie czy oglądając bajkę, niż czytając książkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiele razy spotkałam się z tą książką, ale nigdy jakoś nie było okazji, żeby ją przeczytać, może w końcu się uda, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Oglądałam film i płakałam jak dziecko :(

    Pozdrawiam ciepło,
    Sara z Pełna kulturka

    OdpowiedzUsuń